Bredzisz.
I kolejny raz, bredzisz.
Jesteś jak trzepot skrzydeł, ruch warg.
Owijasz mnie, dookoła.
Wulgarny ton nadziei, okropny wrzask.
A ona jest jak matka, jedyna jaką mam.
Pęka.
Pieprzony egoista, siedzi we mnie.
I nie chce wyjść z wymiocinami.
Dzięki.
Za łzy, za ból i strach.
Jedynie ucieka kolejny kilogram, wstrętu do siebie.
Był jak wiatr, jak trzepot skrzydeł i ruch warg.
A potem odszedł, z szansą na przyszłość.
Nowe życie dziś ma.

Wiersze i opowiadania — portal literacki
Czytaj i publikuj wiersze, opowiadania, artykuły i felietony
Oceń utwór
Przeciętne
3.00 na 6 (1 ocena)
Komentarze
, aby skomentować
Brak komentarzy. Zaloguj się, aby rozpocząć dyskusję.